Artykuły

Ruch w nieruchomościach

  • Autor: Temi (K-a)
  • Data: 2007-01-24
  • Liczba odsłon: 17043

Chętnych do kupna domu nie brakuje, ale obiektów spełniających warunki zainteresowanych jest na rynku bardzo mało

Ruch w nieruchomościach

Czy szaleństwo cenowe, które panowało na rynku nieruchomości przez cały miniony rok przeniesie się z mieszkań na domy? W Tarnowie jak na razie takich tendencji nie widać. Mając na uwadze mało interesującą ofertę sprzedaży domów, można przypuszczać, że jeśli ceny faktycznie pójdą w górę, to prawdopodobnie nieznacznie. Tymczasem eksperci prognozują, że boom na rynku nieruchomości potrwa jeszcze od 3 do 5 lat.

Co będziemy kupować?

W 2006 roku wzrost cen metra kwadratowego nieruchomości mieszkalnych był olbrzymi i chyba wyższy od przewidywań. W największych miastach w Polsce mieszkania podrożały średnio od 25 do 60 proc. Oczywiście ceny były zróżnicowane w zależności od miejscowości, dzielnicy, a także wielkości mieszkania i standardu jego wyposażenia. Zazwyczaj największym popytem cieszyły się lokale małe, mające atrakcyjną lokalizację.

Najdrożej płaciliśmy za mieszkania w Warszawie i Krakowie, gdzie w listopadzie ubiegłego roku jeden metr kwadratowy kosztował już ponad 7 tys. złotych. Specjaliści od rynku nieruchomości twierdzą, że wzrost cen mieszkań był spowodowany głównie faktem, że cały czas istniała spora różnica między popytem a podażą. Na rynku nadal jest wielu chętnych na zakup mieszkania, a tych po prostu zaczyna brakować. W 2006 roku ceny domów nie rosły tak gwałtownie jak mieszkań - wzrost był zaledwie na poziomie 5 proc. w skali kraju. Najchętniej kupowane były budynki o względnie małej powierzchni.

Co nas czeka w bieżącym roku? Analitycy rynku nieruchomości twierdzą, że w 2007 ceny mieszkań nadal będą rosły, choć tempo wzrostu nie będzie już tak wysokie. Ponieważ dobrą alternatywą dla drogich mieszkań mogą stać się nieruchomości poza miastami lub na ich obrzeżach, najprawdopodobniej podrożeją domy jednorodzinne i segmenty.

Ceny w górę

Ogólnopolski trend w zwiększonym popycie na mieszkania był zauważalny również w Tarnowie. W Biurze Nieruchomości "Fred" największy ruch panował od marca do października, klienci pytali nie tylko o mieszkania, zainteresowani byli także działkami. W minionym roku w Tarnowie ceny mieszkań wzrosły od 20 do 30 proc., za jeden metr kwadratowy kupujący płacą 1700-2400 złotych. Podrożały też działki, których w samym mieście i jego obrzeżach jest jak na lekarstwo. Ceny poszły w górę o około 30 proc., za jeden ar ziemi płacimy już od 6 do nawet 10 tys. złotych.

Najwięcej żądają sprzedający grunty w Mościcach, gdyż 10 tyś. złotych za ar. Nieco taniej jest w Krzyżu. - Na początku tego roku praktycznie "od ręki" sprzedaliśmy działki 7-8-arowe w Krzyżu, w cenie 2-3 tys. złotych za ar - wyjaśnia BSM., dyrektorka Konsorcjum Nieruchomości Consulting w Tarnowie. - Praktycznie działki są już znacznie droższe, musimy zapłacić 5-6 tys. złotych za ar. Gdy jeszcze pół roku temu sprzedawaliśmy grunty budowlane przy ul. Wiśniowej, to sprzedający żądali 3 tysięcy złotych za ar, potem cena wzrosła do 4,5 tys. złotych, po dwóch lub trzech kolejnych miesiącach trzeba było płacić 5 tys. złotych, a obecnie właściciele żądają już w tej okolicy 6,6 tys. złotych za ar.

Klienci Konsorcjum oglądali też działkę przy ul. Źródlanej w Tarnowie, za którą sprzedający chciał otrzymać 7 tys. złotych za ar.

Niestety od kilku lat w Tarnowie pula działek budowlanych przeznaczonych do sprzedaży gwałtownie maleje. Biuro Nieruchomości "Fred" nie miało w minionym roku ani jednego zgłoszenia dotyczącego sprzedawanej działki, tymczasem klienci pytali o grunty na Piaskówce i w Mościcach. - Obserwujemy też zainteresowanie działkami o dużej powierzchni, nawet wielohektarowymi. Niestety, nie ma ich zbyt wiele w okolicy - mówi Jerzy Hebda, właściciel biura nieruchomości "Kontakt" w Tarnowie.

Nadal szukamy mieszkań

Grudzień minionego roku był szczególnie gorący dla tych, którzy chcieli kupić mieszkanie. Nadal ten sektor nieruchomości cieszy się dużą popularnością, choć rynek wtórny zdecydowanie się kurczy. - Największym popytem cieszą się mieszkania, gdyż są one najbardziej dostępne dla kupujących - twierdzi Jolanta Olko, właścicielka Salonu Nieruchomości "Arcus" w Tarnowie. - W dalszej kolejności klienci pytają o domy poza miastem, budynki mieszkalne nadające się do remontu, następnie działki oraz luksusowe rezydencje o nowoczesnej architekturze, z bardzo dużym ogrodem.

Zazwyczaj jednak kupujący szukają mieszkań 2-3 pokojowych, w nowych blokach położonych w atrakcyjnym rejonie miasta, na pewno nie na typowym blokowisku. Ceny są dość zróżnicowane - ktoś chce sprzedać 63-metrowe mieszkanie w rejonie ul. Rolniczej w cenie 100 tys. złotych, ale tyle samo żąda właściciel 32-metrowego lokum w wielkiej płycie.

- Klientami nakręcającymi popyt w biurach nieruchomości są Polacy zarabiający w krajach zachodniej Europy - podkreśla Jerzy Hebda - To są w tej chwili nasi główni klienci, którzy kupują zarówno mieszkania, jak i domy, gdyż wiedzą, że ceny będą jeszcze rosły. Jak przewidują właściciele tarnowskich biur nieruchomości, na lokalnym rynku w tym roku na pewno nie będzie taniej - możemy się spodziewać stabilnego wzrostu cen, co najmniej o 10 procent.

Na brak klientów nie można narzekać. - Ogólnie jest ruch. Nigdy w mojej dziesięcioletniej pracy w nieruchomościach nie było takiej sprzedaży, jak w ciągu ostatniego roku czy dwóch lat. Widać, że ludzie mają pieniądze - mówi BSM.. Obroty na rynku nieruchomości rosną. - Ludzie się interesują i na bieżąco śledzą wzrost cen - twierdzi Jerzy Hebda.

Stare - za brzydkie, nowe - zbyt drogie

Krajowi analitycy rynku nieruchomości spodziewają się w tym roku sporych zmian i większego popytu na domy jednorodzinne, a co za tym idzie - także wzrostu ich cen. Wiele osób sprzeda mieszkania, a pieniądze zainwestuje w domy. Ich cena w tym roku może zwiększyć się nawet o 40 proc., ale w Tarnowie chyba nie aż tyle. Nasz lokalny rynek tego sektora nieruchomości jest dość specyficzny.

- Podaż interesujących domów jest znikoma. Mamy do sprzedania budynki stare, brzydkie, źle zbudowane i z przestarzałych materiałów. Przeważnie nie można w nich od razu zamieszkać. Natomiast właściciele nowych domów nie chcą się ich pozbywać. Musi wydarzyć się jakiś przypadek losowy, gdy ktoś zdecyduje się na sprzedaż nowego budynku - wyjaśnia Jerzy Hebda.

- Przeważa oferta budynków z lat 70. i 80., czyli domy o starej architekturze i drogim utrzymaniu, które kosztują grubo ponad 200 tys. złotych. Nie ma na nie chętnych. Natomiast jeżeli już mamy ofertę nowego domu, to jego cena kształtuje się na poziomie 400-500 tys. złotych - zaznacza BSM.. Sprzedający z reguły tłumaczą, że tyle kosztowało samo wybudowanie domu. Natomiast klienci interesują się, oglądają i... zazwyczaj na tym się kończy. - Jeżeli sprzedający nie obniży wygórowanej ceny domu, to nikt go nie kupi. - Myślę, że w tym roku nie będzie żadnego wzrostu cen domów - twierdzi BSM..

W Biurze Nieruchomości "Fred" zainteresowanie domami jest raczej niewielkie. Klienci pytają o budynki murowane i wykonane z nowej technologii bądź stare i drewniane, nadające się do remontu, położone na atrakcyjnej działce w odległości około 5-10 kilometrów od Tarnowa. Na potencjalnego kupca czeka m.in. nowy, 200-metrowy dom w Wierzchosławicach, za który właściciel żąda 350 tys. złotych. Niedawno został natomiast sprzedany w cenie 35 tys. złotych zaniedbany dom drewniany, usytuowany w bardzo ładnej okolicy pod miastem.

Zdaniem Jolanty Olko problem jest także w tym, że w Tarnowie nie ma żadnego developera, który budowałby domy wolnostojące na sprzedaż, a tymczasem na nie byłoby bardzo dużo chętnych.

Źródło: archiwum Temi.